kosmetyczny kalendarz adwentowy

Przyznaję się bez bicia, że z kosmetykami nie do końca jestem na czasie. Co prawda codziennie lądują na mojej twarzy jakieś mazidła i pachnidła, jednak moje pojęcie o nich jest nadal dość znikome. Mam w swojej kosmetyczce oczywiście sprawdzone, ulubione i do tej pory niezawodne specyfiki, ale to temat na inny post.

Jako dziecko (teraz zresztą też!) uwielbiałam czas oczekiwania na pierwszy śnieg, pyszne jedzonko i prezenty. Z dzieciństwem i okresem przed świętami zawsze kojarzył mi się będzie kalendarz adwentowy z czekoladkami. Niby głupie okienka z pojedynczym smakołykiem na każdy dzień, a jednak sens tkwi w nim przecież znacznie głębszy – ma wzmacniać radość oczekiwania, uczyć cierpliwości i ćwiczyć siłę woli.

Nie wiem czy ten nieco poważny wstęp ma sens w kontekście tego, co pojawi się poniżej, jednak mimo wszystko pokuszę się o to, że kosmetyczny kalendarz adwentowy to całkiem pomysłowy prezent dla fanek wszelkiej maści drogerii. Jak już wspomniałam, nie należę do mazidełkowo-pachnidełkowych specjalistek, dlatego pewnie nie jedna z was prychnie „nic w tym nowego!”. Do mnie ten wynalazek dotarł jednak całkiem niedawno, więc śpieszę podzielić się nim z tymi z was, które o kosmetycznych nowinkach dowiadują się ostatnie – zupełnie tak jak ja. Kwestię komercjalizacji każdej dziedziny naszego życia zostawiam już do waszych socjologiczno-filozoficznych rozważań…

  

Podziel się: